Relatywna prawda to inaczej kłamstwo, jak wnioskuje mój mały rozumek.
To może nie depresja tylko typ osobowości borderline? Ja wiem, czy to tak bywa? Wydaje mi się, że to, czy coś godnego da się stworzyć, zależy od źródeł inspiracji. Widać wiele osób depresje i takie tam rzeczy inspirują. Ale nie każdego. A z resztą, o tym, czy coś jest natchnione czy nie, nie decyduje autor.
No chyba się wkurwię. Napisałam komentarz i co? ERROR. No nic, spróbuję odtworzyć swoje myśli.
Dla mnie pojęcie 'relatywna prawda absolutna' w ogóle brzmi jakoś kretyńsko. Jakoś tak... jak brzydkie omówienie czegoś takiego jak 'kłamstwo', tylko dlatego, że ktoś się bał użyć tego słowa wprost. A może to mój umysł jest za mało światły, by to pojąć? Swoją własną to można mieć co najwyżej opinię. A jak wiadomo, opinia to niekoniecznie musi być od razu prawda. I nie wiem, czy określenie 'absolutna' jest fortunne. Wszystkie te rozmyślania kręcą się wokół abstrakcji. Ja rozumiem, że w filozofii to można wszystko, ale rozum mój nie znajduje żadnych argumentów, które by przemawiały na korzyść relatywizmu prawdy.
Może faktycznie warto się do tego psychologa wybrać. Też planuję, kiedyś. Jak już się na tyle uniezależnię, że będę miała odrobinę prywatności.
Zgadzam się z twierdzeniem, jakoby inspiracja pochodziła z zewnątrz. Może powinnam przeformułować swoją wypowiedź. Nie tyle sama depresja, czy też inna choroba psychiczna inspiruje, co może raczej świat postrzegany przez jej pryzmat. W ten sposób: inspiracja pochodzi z zewnątrz, ale sama choroba, że się tak wyrażę, przetwarza ją na coś, czego zdrowy człowiek nie byłby w stanie wymyślić. I w ten sposób powstają dzieła wielkie i niezapomniane.
Czy to, co ja tu wypisałam, ma w ogóle jakiś sens?
Kiedy zaczyna ci się sesja? I ile masz egzaminków :>
Na pewno jakaś, bardziej lub mniej upokarzająca, się znajdzie. Dziś idę oblewać napisaną maturę, więc pewnie jutro napiszę cv i zacznę natrętnie wysyłać je wszędzie, gdzie się da.
Ale nie chcesz tak po prostu, czy nie chcesz z jakiejś konkretnej przyczyny?
OdpowiedzUsuńPrzecież mój blog jest subiektywny i zawiera moje zdanie jedynie.
UsuńAha. Czyli norma?
Relatywna prawda to inaczej kłamstwo, jak wnioskuje mój mały rozumek.
UsuńTo może nie depresja tylko typ osobowości borderline? Ja wiem, czy to tak bywa? Wydaje mi się, że to, czy coś godnego da się stworzyć, zależy od źródeł inspiracji. Widać wiele osób depresje i takie tam rzeczy inspirują. Ale nie każdego. A z resztą, o tym, czy coś jest natchnione czy nie, nie decyduje autor.
No chyba się wkurwię. Napisałam komentarz i co? ERROR. No nic, spróbuję odtworzyć swoje myśli.
UsuńDla mnie pojęcie 'relatywna prawda absolutna' w ogóle brzmi jakoś kretyńsko. Jakoś tak... jak brzydkie omówienie czegoś takiego jak 'kłamstwo', tylko dlatego, że ktoś się bał użyć tego słowa wprost. A może to mój umysł jest za mało światły, by to pojąć? Swoją własną to można mieć co najwyżej opinię. A jak wiadomo, opinia to niekoniecznie musi być od razu prawda. I nie wiem, czy określenie 'absolutna' jest fortunne. Wszystkie te rozmyślania kręcą się wokół abstrakcji. Ja rozumiem, że w filozofii to można wszystko, ale rozum mój nie znajduje żadnych argumentów, które by przemawiały na korzyść relatywizmu prawdy.
Może faktycznie warto się do tego psychologa wybrać. Też planuję, kiedyś. Jak już się na tyle uniezależnię, że będę miała odrobinę prywatności.
Zgadzam się z twierdzeniem, jakoby inspiracja pochodziła z zewnątrz. Może powinnam przeformułować swoją wypowiedź. Nie tyle sama depresja, czy też inna choroba psychiczna inspiruje, co może raczej świat postrzegany przez jej pryzmat. W ten sposób: inspiracja pochodzi z zewnątrz, ale sama choroba, że się tak wyrażę, przetwarza ją na coś, czego zdrowy człowiek nie byłby w stanie wymyślić. I w ten sposób powstają dzieła wielkie i niezapomniane.
Czy to, co ja tu wypisałam, ma w ogóle jakiś sens?
Mam ochotę coś napisać, ale nie wiem co wypada pisać po tak długiej nieobecności :s
OdpowiedzUsuńW zasadzie, to nic nie czuję oprócz potwornego niechcenia wszystkiego. Hmm...
OdpowiedzUsuńOpowiedz, co tam u ciebie. Bo nie mam co paczeć w internetach, oprócz dobrejmamy.
OdpowiedzUsuńFuj, nigdy w życiu!
OdpowiedzUsuńCzyli w sumie, bez zmian, a szkoda. Liczyłam na jakąś ciekawą anegdotkę od zabieganej studentki.
Tak szczerze, to... ZAJEBIŚCIE :D
OdpowiedzUsuńTeraz czas roboty szukać :>
Kiedy zaczyna ci się sesja?
OdpowiedzUsuńI ile masz egzaminków :>
Na pewno jakaś, bardziej lub mniej upokarzająca, się znajdzie. Dziś idę oblewać napisaną maturę, więc pewnie jutro napiszę cv i zacznę natrętnie wysyłać je wszędzie, gdzie się da.
Uspołeczniłam się na kilka godzin i po tych kilku godzinach przestałam się sobie dziwić, że jestem tak aspołeczna.
OdpowiedzUsuńTo kiedy oficjalnie rozpoczynasz wakacje?
Dopiero w lipcu?! Zgroza.
OdpowiedzUsuń